C O    M I    W    S E R C U    G R A . . . ?




Od redaktora - Wrzesień 2009
Pożegnania i powroty

Jesień idzie przez park, i ta za oknem, i ta nasza... srebrzysta na skroni. Tik tak, tik tak, cierpliwie bijące serce wystukało mi kolejną rocznicę urodzin, tym razem z piątką w tle. Podeszłam do niej z miłością, szacunkiem i pokorą, że Bóg łaskawy pozwolił, że wciąż tu jestem między wami. I choć nie mieszczę się w statystyce, procentach i co tam tylko jeszcze, język pokazując lekarzom, na przekor TRWAM!

W "moją rocznicę" ścięłam się "a'la canadian troops in Afganistan", bo tymi słowami tłumaczyłam fryzjerce chęć bycia łysą. Więcej nie pytała. A ja, tak tylko dla siebie, chciałam zobaczyć jak wyglądałam pół wieku temu. Jaka byłam bez fałszywej dekoracji loków i farby. Nożyczki, za nimi golarka i po krzyku. W lustrze patrzyła na mnie spokojna, uśmiechnięta kobieta bez włosów. To byłam nowa ja. I tak trwam do dziś, włosy noszę krótko ścięte, szaro srebrne, moje własne! Myślę, każdy czas ma swe oblicze, nie można go zakryć, zmienić, zatuszować - nie da się. Kolor włosów to tylko mała część nas, a co z ciałem? Zakryć od szyi po stopy?

Poprzekładałam sobie w głowie, co ważne a co nie i dziarsko wkroczyłam w drugie półwiecze. Nasz wiek jest wpisany w każdą komórkę naszego ciała, uciec się nie da, bo jak? Dzięki ci Boże, że dajesz nam sygnały w postaci zmarszczki na szyi! Tylko ją zaakceptować i polubić! I co za lekkość! Kocham siebie taką, jaką jestem. Człowiek wolny nie boi się przemijania. A nic mnie tak nie śmieszy, jak słowa - "Dobrze ci w tych włosach ...i nie wyglądasz w nich na 50 lat". Ludzie złoci, ja kocham swoje 50 lat i ani mi w głowie je ukryć! Ten porządek myśli dorosłej kobiety, który dziś mam, jest bezcenny! Wchodzę w nowy, tajemniczy okres życia i ogromnie jestem go ciekawa. To będzie czas budowania własnego wnętrza by zrozumieć sens naszego tu na ziemi bycia, by zaakceptować nadchodzące rozstanie ze wszystkim, co mi znane i by być gotową na ostatnią drogę.

Mój nietypowy, bo aż roczny "sabbatical" od Polonii, i jej "akademii na cześć", po bal czy pogrzeb, a to ponad dwadzieścia lat pisania (!), dobrze mi zrobił. "Im mniej cię w życiu miodzie, tym smakujesz słodziej" jest prawdą! Nabrałam dystansu do wielu spraw i wiem, że nie wszystko, co się u nas w Polonii dzieje, zasługuje na mój czas i odnotowanie dla potomnych. Właśnie, "mój czas", czytaj "życie".

Z chwilą dotknięcia półwiecza, zapytałam siebie, "Co zmienić, by poczuć się dopełnionym, szczęśliwszym człowiekiem? Gdzie znaleźć siłę by zrobić to, co zawsze chciałam? Co mnie wstrzymuje, aby zacząć? Przecież, jak nie dziś, to, kiedy?"

Szybko minęły miesiące, dziś w mym ręku dyplom ukończenia kursu projektowania stron HTML, w głowie zaczątki francuskiego, a w kalendarzu nota - "wrzesień - kurs tanga argentyńskiego". Ten ostatni pomysł jest dość ryzykowny, ale co tam! Choć te kilka wolnych kroków basico liczone na osiem... Wszystko jeszcze warto! Przecież jeszcze chodzę!

Moja separacja od Polonii nie była z nią rozwodem. Przestałam tylko pisać jej kronikę wydarzeń i tyle. Z pozycji polonusa wciąż blogowałam na polskich portalach, czasami coś podesłałam do naszych Komunikatów Ottawskich i tak to szło. Uważam, że po długim, wspólnym, i pracowitym współżyciu, którego efektem było urodzenie setek artykułów, tysięcy zdjęć nie odchodzi się ot tak, nie niszczy tego, co było. Wiem, że na znudzenie i rozterki po długim pożyciu wskazana jest zmiana, ale nie wymiana! Do "starego domu" należy dodać nowy, niczym przebudzenie - "zielony ogród" - czyli coś wyjątkowego, innego! I już jest ponownie miło! I znowu wszyscy razem! Tym moim "ogrodem", było uczestnictwo w mszy świętej na farmie Gałków pod Ottawą. Tu, siedząc w otoczeniu przemiłych ludzi, poczułam, że znów jestem częścią polskiej wspólnoty.

Moja rodzina to oni - ottawska Polonia.
Rodziny się nie zostawia.

Jolanta Nadzieja Szaniawska
Ottawa, wrzesień 2009

Tekst dedykuje Alicji Jaroszewskiej, jednocześnie dziękując za mądre słowa ww. temacie "powroty".

top