Ż Y C I E    P O L O N I I



 KALEJDOSKOP OTTAWSKI - SIERPIEŃ 2008 

POMNIK LOTNIKÓW KANADYJSKICH W OTTAWIE

W sercu Ottawy, w Parku Konfederacji, znajduje się pomnik poświęcony 26 lotnikom kanadyjskim, którzy zginęli w lotach nad Polską, niosąc pomoc Armii Krajowej. Został on ufundowany przez montrealskie Koło b. Żołnierzy Armii Krajowej na 25-lecie obchodów Powstania Warszawskiego. Odsłonięcia dokonał 12 grudnia 1964 roku premier rządu federalnego Kanady Lester B. Pearson.
Gdy Polska uzyskała niepodległość, w 1990 roku, prezes Koła AK w Montrealu, Marian Wagner rozpoczął starania o przyznanie pośmiertnie krzyżów Armii Krajowej kanadyjskim lotnikom, którzy zginęli niosąc pomoc Armii Krajowej. W staraniach tych brał aktywny udział polski ambasador w Ottawie dr Tadeusz Diem i preses Kongresu Polonii Kanadyjskiej dr Andrzej M. Garlicki.
Prezydent Lech Wałęsa przychylił się do prośby Koła AK i 26 września 1995 roku odbyła się wzruszająca uroczystość przed pomnikiem Kanadyjskich Lotników. W obecności honorowej kompanii polskich kombatantów oraz honorowych gości zostały złożone wieńce pod pomnikiem i odegrane hejnały za poległych - polski i kanadyjski. Następnie w Ambasadzie RP odbyło się wręczenie Krzyży Armii Krajowej rodzinom poległych lotników przez polskiego ambasadora dr Tadeusza Diema, który wspominał, że polski dług wdzięczności w stosunku do poległych nie mógł być spłacony wcześniej, gdyż Polska była pod jarzmem komunistycznym. W tym samym czasie zostało wręczone dr V. Suthren, dyrektorowi Muzeum Wojny, duże zdjęcie symbolicznego grobu lotników kanadyjskich znajdującego się na wojskowych Powązkach w Warszawie. Z 26 rodzin jedynie trzy zostały odnalezione i odebrały Krzyże. Międzyczasie, Kanadyjskie Muzeum Wojny nie ustawało w dalszych poszukiwaniach po całym kontynencie brakujących rodzin.

12 kwietnia 1996 roku odbyła się następna uroczystość wręczania Krzyży. Znaleziono wszystkie rodziny oprócz jednej.
Na zaproszenie Muzeum Wojny zjechały się one ze wszystkich stron Kanady i Stanów Zjednoczonych. Byli to najczęściej braci lub siostry poległych lotników, których większość w chwili śmierci miała około 21 lat. Byli też dalsi krewni i młodzież ciekawa usłyszeć o losach wujków, czy stryjków, którzy zginęli młodo w obcym kraju. Trudno było zapanować nad wzruszeniem widząc łzy w oczach tych, którzy stracili kogoś bliskiego 50 lat temu, ale nigdy o nich nie zapomnieli. Byli wdzięczni, że kraj któremu ich bliscy oddali swe życie też o nich nie zapomniał.

W tym roku, w 64 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, tak jak co roku, zostały złożone wieńce przy monumencie Lotników Kanadyjskich w Confederation Park, z ramienia Polskiej Ambasady i Stowarzyszenia Weteranów Polskich.

Ewa Konopacka

Do domu wracam jak strudzony pielgrzym
Jacek Dubiel (ur.4 czerwca 1944 - zm.14 sierpnia 2008)

Jacek Dubiel urodził się w Ostrowi Mazowieckiej. Umiłowanie do żeglarstwa wyprowadziło Go na wielką wodę. Studia ukończył na wydziale Budowy Okrętów Politechniki Gdańskiej w 1967 roku, i zaraz po nich aż do 1981 pracował w Ośrodku Wytrzymałości przy Centralnym Ośrodku Konstrukcyjno-Badawczym Przemysłu Okrętowego (późniejsze Centrum Techniki Okrętowej). W 1981 wyjechał do Libii, gdzie do 1983 wykładał na nowo otwartym wydziale budownictwa okrętowego Uniwersytetu Al-Fatah w Trypolisie.
W 1983 wraz z rodzina przyjechał do Kanady, gdzie do 1986 pracował jako projektant w biurze projektowym stoczni w Collingwood, Ontario, która specjalizowała się w budowie tzw. jeziorowców (spaghetti-ships). Po rozwiązaniu stoczni w 1986,zaczął pracować w firmie naukowo-badawczej Arctec Canada (dzisiejsze BMTFleet Technology) w Kanacie, gdzie zajmował sie technika okrętową stosowana w warunkach lodowych. Od 1989 roku pracował w Ministerstwie Transportu, w dziale Bezpieczeństwa Statków, zajmując sie miedzy innymi bezpieczeństwem statecznościowym promów pasażersko - samochodowych, małych statków pasażerskich, bezpieczeństwem żaglowców oraz jednostek używanych doszkolenia żeglarskiego i motorowodnego.

Od zawsze wielką pasją Jacka było żeglarstwo. W Ottawie skupił wokół siebie miłośników tego sportu i założył Klub Żeglarski. W 2003 roku spełnił marzenie swego życia i przepłynął jachtem przez Atlantyk z Brytyjskich Wysp Dziewiczych, przez Azory do Portugali. Od kilkunastu lat w ostatni weekend sierpnia zbierał grupę przyjaciół, a miał ich wielu, by wspólnie z nimi zakończyć lato. Tu nad jeziorem White Fish Lake w malowniczym parku Algonquin każdego roku słychać było polską mowę, a wieczorem przy ognisku polskie turystyczne piosenki. Jacek, podróżnik-weteran repertuar to miał przebogaty, znał je wszystkie. A pamiętacie te jego opowieści z wypraw po całym świecie, którymi nas raczył, te mrożące krew w żyłach przygody? Tak... Jacek był świetnym gawędziarzem, a nie każdy to potrafi. No wiec wszyscy lgnęli do niego.

To taka mała cząsteczka wspomnień o naszym Kapitanie, Jacku Dubielu. Myślę, że o tak barwnej postaci można książkę napisać i też będzie za mało. 'Jaca'- kto go nie znał? On był wszędzie tam gdzie działy się według niego ciekawe rzeczy...czyli na morzu, stoku narciarskim, korcie tenisowym czy falującym jeziorze, po którym ślizgał się na desce. Organizował przeróżne spotkania, a to z piosenką żeglarską, a to z żeglarzami ciekawymi, pisarzami zdolnymi ... Zawsze coś nowego. Nawet zagościł w 'Transatlantyku Nadziei' z artykułem pt. 'Lodolamacze', a co! Czekaliśmy na jego reportaże z rejsów, te unikalne historie od lat odkładane na jutro. I nie zdążył. Szkoda. On nigdy nie miał czasu, tak jakby świadomie gdzieś śpieszył...A może taki był 'nieokiełznany wiatr'. Jacek miał ogromy apetyt na życie, kochał ludzi, był ich ciekawy! Zawsze uśmiechnięty, spokojny o swą przyszłość, zrelaksowany gość ze śliczną żoną i zdrowymi dziećmi przy boku. Tacy ludzie przecież nie chorują, czyż nie tak? A tu pstryk i iskierka zgasła.

W poniedziałek, 18 sierpnia 08 do katedry Notre Dame na mszę pogrzebową przybyło bardzo dużo osób, w tym żeglarze z okolic bliższych i dalszych. Nad trumną rozciągnęli żagiel, symbol wolności i następnych przestrzeni do pokonania. To mówi samo za siebie, kim dla nich był Jacek Dubiel.



Autorem zdjęć jest Gordon Beck, właściciel nowo otwartej galerii fotografii "From here to infinity..." w Merrickville (106 Mill St.).

A pogoda tego dnia była wietrzna, żeglarska.
Jolanta Nadzieja Szaniawska

Od redaktora.
* Jacek był zdrowy, zabiła Go cywilizacja! Rak, na który zmarł to rak złośliwy o nazwie międzybłonniak ( mesothelioma ) i powstaje w organizmie na skutek kontaktu z azbestem. Rak rozwija się wolno, zaczyna być 'aktywnym' dopiero po 25-50 latach od momentu wchłonięcia pyłu azbestowego. Uwaga 60-latkowie urodzeni w odbudowującej się z gruzów Polsce, azbest był wszędzie (!) od płytek żaroodpornych w kuchni do izolacji rur i dachów.

* W tekście wykorzystano notę biograficzna do pogadanki 'Rejs przez Atlantyk', którą Jacek Dubiel wygłosił w ottawskim Klubie Podróżnika (założyciel) jesienią 2003.



W The Ottawa Citizen 16 08 2008

DUBIEL, Jacek 1944 - 2008 On August 14, 2008, after a heroic 3 year battle with malignant melsothelioma Jacek Dubiel peacefully sailed from this world into the next. He leaves behind Krystyna, his wife of 36 years; Piotr and Tomek his two sons, Marek his brother, as well as hundreds of people whose lives he touched with his passion for life, kindness, generosity and courage. A naval architect by trade, and a sailor out of sheer love, he was our Captain who led by spirit and example, steadfastly refusing to accept the impossibility of any task set before him. Jacek was an exemplary father, husband, brother, friend, sailor, engineer, skier, traveller, explorer, and so many other things besides. Though he left us far too early, he drank more deeply of life than most can imagine; from his life in Poland to transplanting his family to Canada and the adventures in between, he made the difficult seem easy and the impossible seem merely troublesome. He will be passionately remembered by everyone who had the pleasure and the honour of knowing him, and though we grieve now, the joy he brought to our lives will stay with us all forever. A special thanks and deep appreciation for Dr. Reid and the ICU staff at the Queensway Carleton Hospital for their compassionate care in his last days. Family will receive friends at the Pinecrest Visitation Centre, 2500 Baseline Road on Sunday, August 17, 2008 from 2 to 4 and 7 to 9 p.m. Funeral Mass will be held at the Notre Dame Cathedral, 385 Sussex Drive (corner of St. Patrick) on Monday August 18, 2008 at 10 a.m. followed by interment at Pinecrest Cemetery. Reception afterward. Donations may be made to the Lung Association.


top