P O L S K A - G Ł O S    Z    E U R O P Y !




Jak dotarłam na Szczyt Bohaterów?
[Jolanta Majewska]



Z pozoru bardzo łatwo. Pociągiem Intercity, w ciągu trzech godzin, z Warszawy do Krakowa. Potem taksówką z dworca do hotelu Copernicus przy ulicy Kanoniczej, należącym do znanych krakowskich przedsiębiorców - rodziny Likus. Następnie spacerem, ulicą Grodzką, w kierunku Rynku Głównego, obok Sukiennic i rzeźby Igora Mitoraja Eros Bendato, a potem bocznymi uliczkami do galerii Bunkier Sztuki przy Placu Szczepańskim.

Już tam byli. Bohaterowie naszych czasów widziani oczami artystów, skupieni w jednym miejscu i czasie dzięki grupie młodych kobiet, dyplomowanych kuratorek sztuki. Dla Krakowa takie wydarzenie to nic nadzwyczajnego. W tych dniach połowy września, w mieście odbywało się mnóstwo imprez kulturalnych, koncertów, festiwali, wystaw i spektakli teatralnych. Skąpany w promieniach słońca Kraków, świętował swoje istnienie i cel, który mu przyświeca - być kulturalną stolicą i turystyczną wizytówką Polski.

Turysta we własnym kraju wszystko ocenia bardziej krytycznie, a tu miła niespodzianka - naprawdę nie ma się czego wstydzić! Wszystko działa na światowym poziomie. Gastronomia i baza noclegowa (jak to się kiedyś określało, he, he) nie budzi zastrzeżeń. Gospodarze są uprzejmi i uśmiechnięci. Witają nas w iście królewskim stylu. Pokój, chociaż "standardowy", jest przestronny i urządzony ze smakiem. Z tarasu na ostatnim piętrze roztacza się widok na Wawel i dachy Krakowa. Podziw wzbudza rozmach i staranność prac konserwatorskich, które zrujnowaną średniowieczną kamienicę przywróciły z powrotem do życia. Są setki takich kamienic w Krakowie i systematycznie, jedna po drugiej, wracają do dawnej świetności. Czy do dawnych właścicieli, to już zupełnie inne zagadnienie i nie zawracajmy sobie tutaj tym głowy.

Dziewięć młodych absolwentek Muzealniczych Studiów Kuratorskich Uniwersytetu Jagiellońskiego to światowe dziewczyny. Piękne, mądre, wykształcone, wiedzą czego chcą w życiu i konsekwentnie realizują swoje plany. Należą do tej wąskiej grupy, której życie korporacyjne jest jak najbardziej niemiłe. Praca w kulturze, może nie daje perspektyw na wysokie zarobki, ale liczy się misja i pasja. No i kontakt z artystami - ludźmi nietuzinkowymi, których horyzonty wykraczają daleko poza przyziemną małostkowość. Sympatia musiała być obopólna, skoro aż 30 wybitnych współczesnych polskich artystów wzięło udział w wystawie Szczyt Bohaterów. Zgromadzone prace (malarstwo, rzeźba, fotografia, instalacja i wideo) podejmują wyzwanie zdefiniowania fenomenu współczesnego bohaterstwa. Odpowiedź artystów na zadany temat jest w większości przewrotna, ze sporą dozą ironii, a nawet szyderstwa. Przykładem jest choćby Aleja Gwiazd autorstwa Oskara Dawickiego, "wysadzana" odciskami dłoni w krowich plackach. Jerzy Kosałka zaprezentował pusty piedestał zadedykowany samemu sobie. Agnieszka Kurant proponuje nieuczciwym "zwycięzcom" - amatorom dopingu, podium sportowe, które śmieje się szyderczo pod ciężarem ciała. Projekt Piotra Wysockiego składa się z 42 fotografii - albumu żołnierza ukraińskiego ze służby w Poczdamie w latach 1972-1974, a Maciej Kurak wystawia rzeźbę Rozdroża Wolności - ubranego mężczyznę naturalnych rozmiarów, którego stan podniecenia wprawia nas w zakłopotanie. Do nielicznych prac "na serio" należy rzeźba Weronika Anny Baumgart, przedstawiająca ofiarę ataku terrorystycznego w Londynie.

Wernisaż okazał się absolutnym hitem! Przybyły tłumy gości: artyści, ludzie sztuki, rodziny i znajomi organizatorek. Dziewczyny emanowały entuzjazmem. Młode, inteligentne i pracowite - jednym słowem skazane na sukces! Choć to ich projekt seminaryjny, profesjonalizm widać w każdym szczególe: nie zabrakło pięknie wydrukowanych zaproszeń, folderów oraz plakatów. Drugą część ekspozycji obejrzeliśmy w niedalekim Muzeum Witrażu przy Alei Krasińskiego i tam też, w romantycznej scenerii miejskiego podwórza, odbyło się przyjęcie i koncert zespołu jazzowego. Cudowny, ciepły wieczór i rozgwieżdżone niebo nad Krakowem, ukoronowały wielotygodniowe przygotowania.

Doznania wzrokowe, słuchowe i smakowe (wino wyostrza zmysły i pewnie dlatego podaje się je w dużych ilościach na wernisażach, hehe) na długo zapadły w mojej pamięci. Nieskromnie dodam, że jestem mamą jednej z kuratorek, a opisana uroczystość zbiegła się z jej urodzinami. Zatem, nasza wspólna wyprawa na Szczyt Bohaterów, naprawdę trwała 27 lat. Nie wiem, czy gdyby nie ta okazja, wybrałabym się w ogóle do Krakowa.


top