P O L O N I A    K A N A D Y J S K A



Gość Kawiarenki Nadziei - Wojciech Kozłowski
Nie mogłem pozostać z boku!
[ Jolanta N. Szaniawska ]

Od wielu, wielu lat w Ottawie odbywają się "Pogadanki Historyczne" prowadzone przez dr Jerzego Dobrowolskiego. W styczniu br. pogadanka nr 261 (!) przypadła w udziale Wojciechowi Kozłowskiemu, który z wielką starannością przygotował temat pt. "Obóz zagłady w centrum Warszawy" o nieznanym obozie koncentracyjnym KL Warschau



Temat trudny, bolący spotkał się z dużym zainteresowaniem wśród Polonii ottawskiej. Dlaczego zająłeś się sprawą KL Warschau?

Wojciech Kozłowski - Odpowiadając najkrócej z tych samych powodów dla których nigdy za czasów PRL nie należałem do organizacji pro-systemowych, lecz w zamian rozrzucałem ulotki, pisałem wiersze, które - jak mi się wydawało - miały pomóc obalić niewłaściwy ustrój... Najogólniej to było wszystko i zawsze przeciw nikczemności.
Kiedy więc usłyszałem o KL Warschau od osoby która prowadziła w tej sprawie śledztwo przez 30 lat - chodzi tu o "sędzię niezłomną", czcigodną Marię Trzcińską - nie mogłem pozostać z boku. Szczególnie, że jak ktoś już zauważył; że tak jak Niemcy czynili rzecz straszną dokonując likwidacji naszej stolicy, tak Polacy uczynili z tego największą białą plamę w historii Europy.

Cóż to był za obóz, kiedy powstał i jakie uczynił spustoszenie na narodzie polskim?

Wojciech Kozłowski - O obozie można się dowiedzieć z książek autorstwa pani Marii Trzcińskiej - "Obóz zagłady w centrum Warszawy", 2002 oraz "KL Warschau - obóz zagłady dla Polaków. Raport dla prezesa IPN". Pra-obozem dla Konzentrationslager Warschau był jeniecki obóz na Kole z początku wojny - przekształcony w 1942 r. w obóz zagłady. Razem z dwoma lagrami przy Warszawie Zachodniej i komorami gazowymi w tunelu pod torami, stanowił stary kompleks obozu. Został on powiększony o nowy obóz wybudowany na terenie byłego getta, i już po eksterminacji Żydów warszawskich.

Jak mógł funkcjonować sprawnie obóz, którego lagry były w trzech różnych dzielnicach?

Wojciech Kozłowski - Całość była spięta wspólną siecią kolejową i zarządzana pod jedną komendanturą - podległą szefostwu warszawskiej SS, policji i administracji. "Specjalizacja" typu, że komory gazowe główne mieściły się w Warszawie Zachodniej a krematoria np. w Gęsiówce - sprzyjała przy tym maskowaniu ludobójczej funkcji KL Warschau.

Dlaczego w kontekście KL Warschau mówi się często o planie Pabsta?

Wojciech Kozłowski - Plan Pabsta zwany również planem Grossa (obydwie nazwy od nazwiska architektów) powstał w oparciu o wytyczne Generalnego Planu Wschodniego zakładającego w przypadku Polski całkowitą likwidację Żydów i 85 procent Polaków. Przewidywał w 95 procentach "rozbiórkę" stolicy Polski i wybudowanie na jej miejscu Nowego Niemieckiego Miasta Warszawa dla 130 tysięcy mieszkańców, w którym 30 tys. Polaków jako podludzie miało zostać skupionych w getcie na Pradze, o obszarze jednego kilometra kwadratowego i stanowić siłę roboczą dla Niemców. KL Warschau powstał właśnie dla realizacji planu Pabsta.

Czy to prawda, że Niemcy planowali zostawić warszawską Starówkę?

Wojciech Kozłowski - Tak - jako "dowód" ciągłości niemieckiego osadnictwa. Z tym, że na miejscu Zamku Królewskiego miała stanąć Hala Kongresowa NSDAP. Kolumnę Zygmunta miał zastąpić pomnik Germanii. Plac Adolfa Hitlera planowano przy Pałacu Saskim a Belweder miał stanowić jego rezydencję.

Jakie są dokumenty/dowody mówiące, ze taki obóz istniał?

Wojciech Kozłowski - Najważniejszymi dowodami są rozkazy zbrodniarzy niemieckich - między innymi Himlera i Hoessa - dotyczące założenia i funkcji ludobójczej obozu, protokóły zeznań z procesu norymberskiego, jak np. księgowego kuchni obozowej Fleischera i procesów przeprowadzonych w Polsce takich jak np. Geibla. Następnie dokumenty obozowe, protokóły komisji ekshumacyjnej z 1945 r., w tym zdjęcia obiektów krematoryjnych czy chociażby wymowny protokół przekazania ponad dwóch ton spalonych prochów ludzkich, zeznania świadków, ekspertyzy biegłych, meldunki polskiej Armii Podziemnej, czy chociażby słynna mapa Hoessa na której Konzentrationslager Warschau oznaczony jest tak samo jak Treblinka krzyżem, co według legendy oznacza - vernichtungsloger - obóz zagłady.

Budynki KL Warschau po Niemcach przejęło NKWD i UB i dalej, choć już nie na masową skalę, odbywały się tam gwałty na ludności polskiej.

Wojciech Kozłowski - Przez 10 lat aż do 1956 r. teren byłego obozu wykorzystywany był nadal do więzienia polskich patriotów z AK, NSZ, WIN. Dokonywano przy tym mordów. Naturalnie w mniejszym zakresie i chociaż prowadzone jest w tym zakresie śledztwo, jakoś się o tym nie słyszy właśnie, "pod pretekstem prowadzenia śledztwa" i "dla dobra śledztwa".

To jest celowa gra na zwłokę, aż prawo demograficzne, niczym kostucha, zabierze ostatnich świadków i ich walczące o prawdę rodziny. Przecież kariery wielu komunistycznych notabli właśnie tu się zaczynały...

Wojciech Kozłowski - Właśnie tak. Nie mówi się również o KL Warschau. I widać tu znowu przedziwne sprzężenie, bo przecież o KL Warschau nie można było mówić po wojnie, bo ten obóz wykorzystywany był dalej przez rodzimych zbrodniarzy. Na próżno Trybunał Norymberski występował do strony polskiej o udostępnienie dowodów w sprawie.

To w jaki sposób prawda KL Warschau wypłynęła na powierzchnię?

Wojciech Kozłowski - W 1973 r. prokuratura niemiecka zwróciła się do Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce o dostarczenie materiałów w związku ze zbrodniami dotyczącymi obozu i wówczas rozpoczęto śledztwo, które prowadziła sędzia Maria Trzcińska. Gdyby to nie nastąpiło wówczas sprawa uległaby całkowitemu zapomnieniu.

Wiedza na temat obozu zagłady w centrum Warszawy jest wciąż znikoma. Ludzie chodzą po ziemi pełnej ludzkich prochów bez świadomości na ten temat! Kogo należy winić za taki stan rzeczy?

Wojciech Kozłowski - Zamiast wskazywać bezpośrednich winowajców powiem tylko tyle, że sprawa jest nie tyle wstydliwa co haniebna. Poprzez swoją obojętność do niej staliśmy się bowiem, jako naród niejako wspólnikami tej zbrodni poprzez jej zatarcie. I tej winy nie można zrzucić na Niemców czy Żydów - bo każdy ma swoje własne interesy - tylko obciążyć nią samych Polaków, bo licząc kamienie w miejscu przeznaczonym pod pomnik - składane na znak protestu blokowania jego budowy przez władze miejskie; ta liczba kamieni ciągle się nie pokrywa z liczbą wszystkich żyjących Polaków. Taka sama sytuacja jest z podpisywaniem odnośnej petycji. Polacy nie wykazują dostatecznej woli wybudowania Pomnika Męczenników KL Warschau.

Tu w Kanadzie nie ma innej osoby niż Ty, która walczy o pamięć zamordowanych w KL Warschau. Jakie do tej pory podjąłeś działania w tej sprawie?

Wojciech Kozłowski - Niezupełnie tak, jest nas tu więcej... Ty również chociażby poprzez ten wywiad pomagasz - z tym, że początek należał do mnie. Najpierw była akcja: "Niechaj przemówią kamienie" - która miała w mojej intencji wesprzeć finansowo Komitet Budowy Pomnika Ofiar KL Warschau. Jej wynikiem było 1000 dolarów przesłane na konto Komitetu Budowy Pomnika KL Warschau. Dowiedziałem się później, że owe pieniądze zostały w całości przeznaczone na budowę pomnika, a wszelkie koszta - jak chociażby związane z przygotowaniem sympozjum - pokrywane są z własnej kieszeni sędzi Marii Trzcińskiej.
Ta ideowość jest wzruszająca i porywająca. Następnym pomysłem - przyjętym z ogromną radością przez sędzię - były moje petycje do prezydentów, pod którymi cały czas zbieram podpisy: http://www.petycje.pl/3372. Pracuję też nad stroną internetową, bo wiedza związana z obozem zagłady jest wciąż niedostateczna: http://kl-warschau.blogspot.com/ Wszystko to czynię w nadziei zagrzania Rodaków dla sprawy Pomnika upamiętniającego ofiary w KL Warschau.

Jolanta Nadzieja Szaniawska


Nota biograficzna.
Wojciech Kozłowski urodził się w 1948 r. w Łomży w rodzinie o silnej tradycji patriotycznej i niepodległościowej.

W rodzinie matki z domu Chętnik wybitną była postać doc. Adama Chętnika przedwojennego posła na sejm, znanego badacza kurpiowszczyzny, pisarza, patrioty, założyciela skansenu w Nowogrodzie nad Narwią, a przed I Wojna Światową twórcy "junactwa", którego hasłem było: "Bóg, Ojczyzna, Cnota, Nauka, Praca". Tworzone przez Chętnika "Junactwo", przyjęło się w całej Polsce a nawet wśród Polonii, szczególnie amerykańskiej. Osobiście ze swoim redakcyjnym zespołem "Drużyny" założył 70 kół junackich. Pod koniec 1914 r. junacy wstępowali głównie do Polskiej Organizacji Wojskowej.

Ze strony ojca - pradziadek wywieziony na Kołymę w wieku 80 lat. Nie wrócił. Dziadek Izydor Kozłowski działalność rodziny przeciwko III Rzeszy przypłacił uwięzieniem w KL Auschwitz i śmiercią razem z najmłodszym swym synem Izydorem Kozłowskim. Dwóch braci ojca ginie w walce partyzanckiej z Niemcami. Dwóch innych, w tym mój ojciec - kpt. Bolesław Kozłowski "Grot" - obaj oficerowie NSZ - walczą w podziemiu niepodległościowym przeciwko okupantom, a później komunistycznemu zniewoleniu do drugiej amnestii 1947 roku.

Po ujawnieniu trafiają do więzienia. Okrutna kaźnia jest zapłatą za lata zmagań i przelewania krwi w walce z wrogami Ojczyzny. Udaje im się jednak przeżyć. Ojciec po wyjściu z więzienia jest inwigilowany do śmierci (1982r) przez 21 konfidentów. Operacja ta miała kryptonim "nie nawrócony". Popisowa akcja partyzantów braci Kozłowskich jest opisana jako akcja specjalna NSZ w "Encyklopedii białych plam". Polegała na wypuszczeniu z więzienia łomżyńskiego kilkuset polskich więźniów w zamian za uwolnienie kilku niemieckich zakładników.

Matka - porucznik NSZ "Cyganka" - ukrywa skutecznie swoją partyzancką przeszłość i dzięki temu może zajmować się wychowywaniem swoich czterech synów. Dla żony tak zwanego "bandyty" było to zmaganie się z losem w tamtej rzeczywistości wręcz heroiczne. Boi się o los synów, a oni ... niepokorni!

Wojtka pierwsze, własnoręcznie wypisywane na wyrywanych kartkach z zeszytu, antykomunistyczne ulotki skończyły się nie omal domowym laniem. Było to w czwartej klasie szkoły podstawowej! Później za sierpniowej "Solidarności" - ulotki będzie już rozrzucać jako "kombatant". Wyprawiał również inne anty reżimowe psikusy, jak chociażby ustawianie solidarnościowych flag w stanie wojennym. Jego wiersze pisane w stanie wojenne przemyca ktoś za granicę i recytowane przez Daniela Olbrychskiego słychać w "Głosie Ameryki". Utrwali je później w dwudziestą rocznicę stanu wojennego w tomiku "Karnawał czerwony".

Wojciech Kozłowski studia ukończył w Lublinie uzyskując tytuł inżyniera elektryka. Tutaj poznaje żonę Annę, studentkę prawa, z którą ma dwoje dzieci.

Wierzgający w zdychających konwulsjach koń upadającego reżimu załamuje go. Wyjeżdża do Kanady i sponsorowany przez Kongres Polonii Kanadyjskiej zostaje w Ottawie. Obywatelstwo ma ciągle jedno - polskie.

top